Ogłoszenia:

Will to Live Online – wrażenia

img
gru
20

Zacznijmy od tego, że nie grywam w MMO. Nie dlatego, że nie lubię – po prostu z reguły nie mam czasu albo cierpliwości na tytuły wymagające wściekłego grindowania, pomiędzy którym grindujemy w celu uzyskania możliwości jeszcze większego grindowania. Ale WTL Online…

Odpalam grę i ląduję w niepozornym obozie, gdzie prócz przedyskutowania paru kwestii z „lokalsami”, można poszperać w poszukiwaniu przydatnych na początku rzeczy i z musu przejść przejść przez prosty samouczek, zapoznający nas z podstawami poruszania się po świecie. Po opuszczeniu lokacji początkowej przechodzimy od razu do centralnego punktu najbliższych kilku(nastu) godzin rozgrywki – niewielkiej osady, składającej się z kilku budynków, nad którymi rozpościera się niebieskawa kopuła uniemożliwiająca wejście okolicznym mutantom. Z nimi spotkamy się już za moment, bowiem pierwsze zadania, przekazywane nam przez lokalnego barmana i lekarza, polegają na zbieraniu grzybów i rumianku.

Will to grinding online

Wygląda to tak, że idziemy na wskazany teren i szukamy potrzebnych surowców. Przeszkadzają nam nieco przerośnięte szczury i – jeśli zapędzimy się za daleko – psy, z którymi spotkanie kończy się zazwyczaj śmiercią. Po uzbieraniu wszystkiego wracamy do zleceniodawców, odbieramy nagrodę w lokalnej walucie oraz punktach doświadczenia i bierzemy nowe zadanie. Tym razem zbieramy… sztućce. Różnica polega na tym, że musimy pofatygować się po nie nieco dalej, niebezpiecznie blisko wyjścia z lokacji.

W ten sposób, za pomocą jednego krótkiego akapitu opisałem Wam sposób na wbicie kilku pierwszych poziomów. Bez tego nie ma sensu zapuszczać się daleko poza początkową lokację, gdyż przeciwnicy będą zwyczajnie za mocni. No i dochodzą jeszcze żywi gracze – końcu „online” w tytule zobowiązuje… Zanim jednak do tego dojdziemy, przyjrzyjmy się jeszcze questom. Są do bólu powtarzalne oraz dość proste, zmienia się głównie odległość od celu. I tak początkowe grzyby czy sztućce zastępują żarówki, baterie samochodowe, części mutantów… i tak dalej. Wraz z rozwojem postaci wyzwania staną się trudniejsze, droga do przebycia dłuższa, a napotkane na miejscu gąbki na amunicję stawią większy opór.

Bestiariusz nie jest specjalnie bogaty, ale twórcy nie mają się też czego wstydzić. Prócz zwierzęcych (mniej lub bardziej przerośniętych) przeciwników mamy tu na przykład Obserwatorów – małe, niepozorne robactwo, które staje się niewidzialne ilekroć spojrzymy w jego stronę. Gdy staniemy tyłem – zaczyna nas gonić. Jeśli będzie wystarczająco blisko, zaatakuje. Choć z początku ciężko było mi znaleźć na nie dobry sposób, pomocne okazało się organizowanie wypadów w dzień. Niewidzialny Obserwator jest… no… niewidzialny, ale jego cień już nie.

Na dalszych etapach przygody spotykamy w większości te same stwory, ale silniejsze – bardziej zmutowane lub będące na wyższym poziomie. Tak, system rozwoju postaci w WTL Online polega na klasycznym wbijaniu leveli. Jest to o tyle ważne, że (żmudnie) rozwijamy statystyki, wybieramy dodatkowe umiejętności i zyskujemy dostęp do coraz lepszej broni oraz wyposażenia, a więc jesteśmy lepiej przygotowani na starcia z przeciwnikami. No, może oprócz ludzkich…

Will to kill

Tu pojawia się największa moim zdaniem bolączka WTL Online – pierwiastek ludzki. Serwer europejski jest teoretycznie dość spokojny, ale ciągle mnóstwo jest osób, które za 2 psie skóry i kilogram szczurzego mięsa jakie akurat mamy przy sobie bez mrugnięcia okiem wpakują nam kulę w łeb. Bo czemu by nie? Jedna z mniejszych lokacji, w której spotykamy wspomnianych Obserwatorów jest na tyle ciasna, że sprzyja toksycznemu PvP. Przejścia między lokacjami również bywają okupowane przez delikwentów, którzy tylko czekają aż ktoś będzie przechodził. Warto dodać, że niekoniecznie są to Rosjanie – jeden Brytyjczyk łaził za mną przez dobrą godzinę i starał się uprzykrzać mi życie na wszelkie możliwe sposoby. Moje szanse były zerowe, bo jaką siłę ognia ma wysłużony PM albo obrzyn, które akurat miałem na stanie przeciwko SKSowi?

Zdarzają się też inne sytuacje. Gdzieś pośrodku mapy złapała mnie noc. Bieganie z włączoną latarką nie jest najmądrzejszym pomysłem, tym bardziej chodzenie na ślepo po nieznanym terenie. Postanowiłem rozpalić ognisko w pobliskim zagajniku i przeczekać do rana, a przy okazji usmażyć mięso z upolowanych wcześniej dzików. Kilka minut później usłyszałem odgłos kroków, ale nim zdążyłem zareagować, stał nade mną gracz na wyższym poziomie, trzymając mnie na muszce. Po kilku godzinach gry byłem pewny, że skończy się to w jeden sposób, ale nieznajomy niż tego, ni z owego zapytał, czy może posiedzieć ze mną. Przegadaliśmy praktycznie całą noc – trochę „rolplejowo” komentując bieżącą sytuację w świecie gry, trochę tak zwyczajnie, ludzko. Pozytywne zaskoczenie, choć był to wyjątek potwierdzający regułę.

Dla bardziej nerwowych przygotowano możliwość przełączenia się w tryb PvE z poziomu PDA, ale tylko do momentu, w którym nasz protagonista osiągnie 15 poziom. Tak, dobrze widzicie – PDA. Funkcjonalność urządzenia jest mocno zbliżona do tego „stalkerowego”, ale z oczywistymi różnicami. Cała gra posiada mnóstwo nieoczywistych nawiązań i jest ewidentną laurką dla trylogii od GSC, ale wypada podkreślić, że Will to Live ma swoją własną tożsamość, a autorzy zdają się mieć konkretne pomysły i realizują je wraz z kolejnymi patchami.

Gra stara się nas wprowadzać w swój świat powoli, tzn. nie rzuci nas na głęboką wodę, każąc walczyć z grupą plujących jadem, wściekle szybkich jaszczurek; zamiast tego zostaniemy wysłani na misję zabicia jednej, która akurat pojawiła się w pobliżu miasta. Nowe elementy pojawiają się stopniowo, więc zawsze mamy czas na oswojenie się z sytuacją, nim zostaniemy postawieni przed większym wyzwaniem.

Od strony technicznej jest w zasadzie bez zarzutu. Unreal Engine robi dobrą robotę, choć nie spodziewajcie się wodotrysków. Grafika jest poprawna i nic ponadto. Przy zachodzie lub wschodzie słońca, jeśli dopisze nam szczęście (i pogoda), gra potrafi wygenerować całkiem urokliwe widoczki. Przy delikatnych ambientach w tle i wczuciu się w odgrywaną postać ma to swój klimat. Czasy wczytywania oraz doczytywania mapy nie należały do najlepszych – przejście pomiędzy lokacjami to w moim przypadku nawet 30 sekund czekania. Po przeniesieniu gry na SSD problemy zniknęły, a czas wczytywania skrócił się drastycznie.

Warto?

Na tę chwilę licznik na Steamie pokazuje 64 godziny gry. Nie jest to dużo jak na tytuł tego typu; przez ten czas zdążyłem zarobić trochę grosza i wydać go na nowe wyposażenie, dobić do 15 poziomu i zwiedzić (chyba) większą część świata gry. Nie czułem się specjalne znużony, ale też chwile spędzone z Will to Live nie należały do specjalnie emocjonujących. To dość powolna produkcja, która potrzebuje nieco czasu by się rozkręcić i cierpliwości, by czerpać z niej przyjemność.

W jednej z ostatnich aktualizacji w grze pojawił się sklep, w którym za prawdziwe pieniądze dokupić można broń, dodatkowe sloty na postacie (ci, którzy kupili WTL przed f2p mają je odblokowane), wirtualną walutę i tak dalej. Nie sprawdzałem jak to wpłynęło na sytuację na serwerach, bo od tej pory nie grałem, ale – o dziwo – oceny na Steamie w tym czasie zmieniły się z „mieszanych” na „w większości pozytywne”. Zdaję sobie sprawę z faktu, iż twórcy w jakiś sposób muszą zarabiać, a mikrotransakcje są obecnie najbardziej skutecznym „kasowyciskaczem”, jednak zawsze łatwo przegiąć… W tego typu grach balans odgrywa kluczową rolę i nietrudno będzie o exodus graczy, jeśli nagle zaroi się od postaci na 3 poziomie, zdejmujących „magiczną” dwururką tych bawiących się za darmo. Chociaż oby nie, bo na pewno będę jeszcze do Will to Live Online wracał.

Od czasu publikacji powyższego tekstu wiele się w grze zmieniło, ale są to raczej zmiany typowo rozwojowe, mające rozbudowywać Will to Live Online o nowe przedmioty, mechaniki i możliwości. Jeśli macie trochę wolnego czasu, to zachęcam do przetestowania. I tak, możemy zagrać kiedyś razem, jeśli tylko znajdę na to czas 😉

Podobało się? Udostępnij i pomóż w ekspansji Centrum Zony!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.