Ogłoszenia:

STALKER: New Life to nowy projekt na Unreal Engine, ale…

img
maj
09

To powoli zaczyna być męczące.

Unreal Engine to jest naprawdę dobry silnik. Udowadniają to setki deweloperów tworzących przy jego pomocy świetne gry i choć technologia ta od wielu lat boryka się z podobnymi problemami, to dla wielu pozostaje rozsądnym kompromisem pomiędzy wydajnością, możliwościami a ceną. W końcu każdy może go ściągnąć – tak jak śpiewać – problem pojawia się wtedy, kiedy przychodzi na nauki skomplikowanych podsystemów napędzających naszą przyszłą produkcję. Niechcący możecie doprowadzić do powstania takiej abominacji, jak na przykład to unikatowe maskowanie BTR-a. W zasadzie mógłbym pomyśleć o sprzedaniu tego jako NFT.

Naturalnie nie ma rzeczy niemożliwych – dokumentacja silnika jest obszerna, a liczne tutoriale biorą pod uwagę zróżnicowane potrzeby początkujących deweloperów. Wszystko jest do zrobienia, jeśli tylko poświęcimy temu wystarczająco dużo czasu. Problem pojawia się wtedy, kiedy zamiast nauki, próbujemy iść na łatwiznę… Jeśli w piekle jest specjalne miejsce dla tych, którzy nie optymalizują swoich gier, to z całą pewnością jest też takie dla „przełajowców” tej branży, którzy skracają wszystkie ścieżki. Takich, jak chociażby twórcy STALKER: New Life. Teoretycznie jest to kolejna próba przeniesienia atmosfery serii GSC na silnik, który będzie napędzał pełnoprawną część drugą. Jak zwykle mamy tutaj do czynienia z grubo ciosanymi assetami żywcem przeniesionymi z X-Raya, wszechobecnym drewnem, strzelaniem budzącym pusty śmiech, darmowymi modelami ze sklepu Epica i wszystkim tym, czego większość z nas raczej nie chciałaby oglądać w pełnoprawnym remake’u. Zresztą zobaczcie sami:

Moim zdaniem na osobny akapit zasługują „motylowrony”, będące wyjątkowo obrzydliwym zwieńczeniem tego „dzieła”, którego premiera zaplanowana jest już na wrzesień tego roku. Twórcy dość cynicznie zaznaczają, że STALKER: New Life będzie tytułem free to play – tak, jakby mogło być inaczej przy użyciu elementów objętych prawem autorskim… Zdaję sobie naturalnie sprawę z tego, że właśnie oceniam książkę po okładce i depczę wszelkie prawa neutralnego w wydźwięku newsa, ale moim zdaniem trzeba wyznaczyć pewne granice; nie przepadam za wszelkimi projektami przenoszącymi starsze gry na nowoczesne silniki – chyba, że ma to być tylko pokazówka, jak np. pierwszy Bioshock na UE5. Tutaj mamy buńczuczną zapowiedź czegoś, co za mniej niż pół roku ma być pełnoprawnym tytułem oddanym w ręce graczy, a wygląda (i zapewne działa) jak ponury żart. Wydaje mi się, że od czasu ogłoszenia, że S2 napędzany będzie przez UE seria stała się królikiem doświadczalnym dla średnio uzdolnionych twórców, których jedynym celem jest wydać cokolwiek, do czego można dokleić plakietkę z napisem „patrzcie, zrobiłem STALKER-a na Unreal Engine”. Chyba czas pomyśleć o przygotowaniu czegoś na ten temat na SW…

Oczywiście to nie tak, że nie ma projektów rokujących co najmniej nieźle – jak chociażby remake Ivana czy Arena, (o której prawdopodobnie jeszcze dzisiaj usłyszycie nieco więcej), ale STALKER: New Life prawie na pewno do nich nie należy. Twórcy zapowiedzieli, że niedługo zobaczymy gameplay w 4k i 60 klatkach na sekundę, ale ja przy okazji wyższych ostatnio temperatur postanowiłem pobawić się w ogrodnika i doglądanie kiełkujących roślin wydaje mi się zdecydowanie bardziej interesujące.

Podobało się? Udostępnij i pomóż w ekspansji Centrum Zony!
  • img
    maj 10, 2022 @ 18:48 pm

    Czyli jesteś na nie?
    Ja na bank spróbuję pograć, może nie będzie lipy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.