Ogłoszenia:

Nowa wersja Oblivion Lost Remake – po polsku!

img
lis
23

Praktycznie od początku istnienia Stalker World rozmawiamy o modach. Różnych modach. Naturalnie mówiąc o, nazwijmy to, „archiwalnym”, buildowskim S.T.A.L.K.E.R.-ze, nie sposób opierać się na innych niż te, które starają się ten staroszkolny klimat przywrócić. Oblivion Lost Remake jest jedną z najlepszych tego typu produkcji.

Swojego czasu te struny nostalgii próbowała też szarpać Lost Alpha, ale mod szybko poszedł w zupełnie inną stronę, stając się jedną z wariacji „tamtego”, zapomnianego S.T.A.L.K.E.R.-a. Pozostał tylko tytuł sugerujący, że mamy do czynienia z odtworzeniem pierwszych koncepcji GSC.

Z innych pozycji wart uwagi jest na przykład RMA i ewentualne dodatki do niego, ale grać w niego mogli tylko ci z Was, którzy znają rosyjski. Być może w przyszłości się to zmieni, ale na razie właściwie jedyną szansą dla polskiego gracza na obcowanie z buildowskim klimatem jest Oblivion Lost Remake.

„Oblivion Lost” – bo, jak dobrze wiecie, takie miano nosił protoplasta S.T.A.L.K.E.R.-a przed zmianą tytułu na Shadow of Chernobyl. „Remake”, bo nie jest to dokładne odtworzenie starej fabuły, mechanik i ogromu ambicji, jaki stał za pierwszym projektem gry. To nie jest S.T.A.L.K.E.R. takim, jakim zaplanowało go na początku GSC, ale czymś, co stoi najbliżej tej wizji; z tego względu zawsze polecaliśmy tego moda i polecać będziemy. Dziś tym bardziej, bo właśnie dostał nową wersję… Poniżej krótkie intro, jakie przygotowaliśmy z tej okazji, a pod tekstem znajdziecie wersję wideo tego artykułu.

Oblivion Lost Remake zaczyna się stylizowanym intrem, łączącym pierwotny pomysł z tym, który ostatecznie znalazł się w Cieniu Czarnobyla. Krótkie wyciemnienie i… zaczynamy grę. Budzimy się w nie do końca znajomych podziemiach nie do końca znajomego handlarza – Sidorowicza zastąpił Ropucha (zwany także Żabą), a bunkier obok wioski – zwyczajna piwnica. Po raz kolejny przyjdzie nam ruszyć w pogoń za Striełokiem, ale nie jako Naznaczony, a Messer; jeśli oglądaliście lub czytaliście na przykład materiał poświęcony Szramie wiecie, że zarówno Najemnik z Czystego Nieba, jak i bohater Cienia Czarnobyla pierwotnie nosili właśnie takie imię.

Po wyjściu z piwnicy i dojściu do siebie mamy okazję obejrzeć Kordon, który wygląda znajomo, ale nie dokładnie tak, jak go zapamiętaliście. Tutaj znów możemy odesłać Was do innego materiału, poświęconego tej lokacji. Kordon w OLR jest wersją buildowską – nie ma tunelu z elektrami, ale za mostem znajduje się wioska, do której nie polecamy zaglądać bez odpowiedniego przygotowania. ATP ustąpiło miejsca kotłowni, a zadanie na eliminację Bandytów – ratowaniu żołnierzy. Co z tego wyniknie i jak niebezpieczna będzie to przygoda, przekonacie się grając sami.

Przez całą grę towarzyszyć Wam będzie uczucie deja vu: znane, choć nieco inne miejsca, znajome wydarzenia, zadania i osoby, ale… nie do końca.

Weźmy na przykład wizytę w laboratorium X18. Udajemy się tam oczywiście w celu odnalezienia dokumentów dla Barmana. W Cieniu Czarnobyla musieliśmy odwiedzić bazę Bandytów na terenie Dolinie Mroku, zabrać ich przywódcy drugą część klucza otwierającego placówkę i zmierzyć się z Pyrogeistem w samym X18. W OLR nie pójdziecie do Dzika, a przywódcy Czarnych Ślimaków – małego gangu, który jest w posiadaniu kodu do drzwi laboratorium. Na dole czeka Was ciężka przeprawa przez skomplikowany labirynt, który tylko w małym stopniu przypomina to, co widzieliście w podstawce. Zmierzycie się z silniejszym przeciwnikiem niż Pyrorgeist, a tylko od Waszego sprytu zależeć będzie, czy staniecie do tej walki odpowiednio przygotowani. Poznacie też nowego znajomego, któremu spróbujecie pomóc, a kiedy wrócicie tu na późniejszym etapie gry… Cóż, to już sprawdzicie sami.

OLR pobierzecie z naszego

katalogu modów

Z naszego tekstu (lub Dziejów Zony) dowiecie się, jak miał wyglądać ten fragment Oblivion Lost i przekonacie się, że OLR to tak naprawdę miszmasz koncepcji GSC z dodatkiem autorskiej kreatywności. Nie ma tu PDA w 3D i wielu innych, nowoczesnych rozwiązań jakie znajdziemy w innych modach, ale jest sporo „surowości”, którą jedni pokochają, a inni znienawidzą.

Wizualnie mod nie stoi na najwyższym poziomie; błędy geometrii w buildowskich lokacjach nie zostały poprawione, a słabe tekstury – choć nadają klimatu – po pewnym czasie zaczynają nużyć… I tutaj z pomocą przychodzimy my, a konkretniej Akinaro, który przygotował paczkę tekstur, odmieniających oblicze moda. W materiale wideo naprzemiennie używamy wersji „czystej” i tej nieco odświeżonej, a TUTAJ znajdziecie screeny z porównaniem i więcej informacji na temat dodatku. Wszystkie screeny pochodzą oczywiście z wersji z nowymi teksturami.

OLR jest wymagające. Mutanty są twarde i jest ich naprawdę sporo – jedni twierdzą, że to dobrze; inni, że powinno być ich mniej, na czym skorzystałby klimat. Nikt nie ma racji i musicie sprawdzić sami, czy styl rozgrywki proponowany przez moda przypadnie Wam do gustu. Co jeszcze? Niektóre zadania nie zapisują się w PDA co oznacza, że trzeba uważnie czytać dialogi. Do dyspozycji dostajemy także małą nowość w urządzeniu – notatnik, który pozwala stworzyć dowolną notatkę, chociażby odnoszącą się do zadania, jakie przed chwilą dostaliśmy.

A skoro o zadaniach i czytaniu dialogów mowa… Nie sposób przemilczeć jednego, kłopotliwego aspektu OLR – polskiej wersji językowej. O ile naturalnie szanujemy inicjatywę tworzenia fanowskich przekładów, tak to konkretne jest Äŕâŕé, ńóęŕ. To znaczy… może inaczej i tak szczerze, prosto od serca, bo my z Wami zawsze jesteśmy szczerzy, to spolszczenie jest Äŕâŕé, ńóęŕ, a nawet można by powiedzieć, że čŕķœŕé, ńóŵ – tylko nie możemy oprzeć się wrażeniu, że jednak ŵāĥāĥāŏĥ. Jednym słowem – grać się da, ale ŦŸďīâŕé, ńóŕęŕ!

A wracając do samego moda, to oprócz urozmaicenia rozgrywki nowymi teksturami, Akinaro stworzył nowy model stworzenia, które będzie naszym „gościem” w kolejnych Mutantach Zony – Pasożyta. Różnica może nie jest jakaś ogromna, ale umówmy się, że oryginał z OLR w wersji 2.5 wyglądał jak zwykły zombi z workiem na śmieci na głowie… Wersja 3.0 ma przynieść w tym zakresie jakieś zmiany, ale nie znamy nawet przybliżonej daty wydania. Nadworny grafik zrobił ile się dało, by wycisnąć z obecnej wersji Pasożyta trochę więcej. Przynajmniej od strony wizualnej.

Cóż, wiele można powiedzieć o Oblivion Lost Remake, ale jeśli jakimś cudem nie mieliście okazji w niego zagrać, bo – na przykład – dopiero dowiedzieliście się o jego istnieniu, to zdecydowanie warto spróbować. Nie będzie to łatwa przeprawa i pewnie nie raz zdarzy Wam się zacisnąć zęby, ale przecież nikt nie mówił, że w Zonie będzie łatwo. Jakby co, zapraszamy na naszego Discorda, zawsze chętnie pomożemy i doradzimy. Możecie też pisać na forum, czasem sprawdzamy 😉

Teoretycznie moglibyśmy to potraktować jako taki mały przegląd, recenzję moda, ale nie będziemy stawiać ocen, jak w przypadku innych produkcji – bylibyśmy zbyt stronniczy. Jeśli chcecie zobaczyć coś stojącego najbliżej oryginalnej koncepcji S.T.A.L.K.E.R.-a, a wysoki poziom trudności i kiepskiej jakości spolszczenie nie są dla Was problemem, będziecie się świetnie bawić.

Podobało się? Udostępnij i pomóż w ekspansji Centrum Zony!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.