Ogłoszenia:

Na Rozdrożu – tam, gdzie stalker spotyka Geralta. Po polsku!

img
lut
11

No dobra, z tym „spotykaniem Geralta” to nie do końca prawda, bo mamy do czynienia bardziej z silną inspiracją, niż rzeczywistym połączeniem tych dwóch światów. Niemniej jednak gra się w to naprawdę dobrze… Zanim ściągniecie spolszczenie Na Rozdrożu i sprawdzicie sami, przeczytajcie naszą opinię na temat moda. Wersję filmową znajdziecie, oczywiście, na dole tej strony.

Krótkie mody nie mają zbyt dobrej opinii, bo… no, są krótkie. Faktem jest, że „krótki mod” od razu kojarzy się raczej ze sklejonym na kolanie zlepkiem pomysłów innych twórców, najczęściej pod pretekstem byle jakiej historyjki, która rzadko kiedy trzyma się kupy. Tak jest na przykład z serią Old Episodes; każda opowieść jest krótka, niezbyt satysfakcjonująca i – co tu dużo gadać – dziurawa. Tyczy się to zarówno warstwy fabularnej, jak i technicznej.

Przykładem czegoś odwrotnego może być wydany nie tak dawno temu Catalyst: Complementation. Mod trwa nie więcej niż 5-6 godzin, opiera się w większości na czytaniu dialogów i jest to chyba pierwsza produkcja w uniwersum S.T.A.L.K.E.R.-.a, w której nie ma potrzeby wystrzelenia nawet jednego pocisku przez całą grę. Możecie oczywiście kręcić nosem (bo co to za S.T.A.L.K.E.R. bez broni?!), ale ten pomysł w połączeniu z niezłą realizacją naprawdę działa, a zaprezentowana historia jest zaskakująco angażująca; ot taki nieco „rozszerzony” symulator spacerowicza tyle, że w Zonie. Czy gdyby Catalyst: Complementation był dłuższy, byłby automatycznie lepszy? Raczej nie, bo ta formuła nie sprawdza się na dłuższą metę – przyjemny eksperyment stałby się nużący i pozostawił po sobie niesmak. A tak jest fajnym przerywnikiem pomiędzy dłuższymi produkcjami, który zostanie w pamięci na dłużej. Nawet mimo faktu, że nie ma potrzeby do niego wracać, bo historia jest liniowa i mocno oskryptowana.

Do Catalysta może jeszcze kiedyś wrócimy. Na razie przejdźmy do rzeczy, bo ten przydługi wstęp jest wprowadzeniem do moda, którym zajmiemy się dzisiaj. Też jest krótki, ale najpierw ja poleciłem go Sierioży, potem on Yossarianowi, a teraz tak jakoś wyszło, ze wspólnie polecamy go Wam.

Na Rozdrożu, bo o nim mowa, to krótki epizod z życia łowcy mutantów. Oczywiście każdy stalker w Zonie jest w pewnym sensie łowcą mutantów, ale ten tutaj to specjalny przypadek, silnie zainspirowany pewnym łowcą mutantów, o którym każdy Polak słyszał bardzo dużo – jeśli nie za sprawą prozy Andrzeja Sapkowskiego, to na pewno dzięki ogromnej popularności gier z Geraltem w roli głównej. Opowieść o łowcy potworów porwała cały świat, a „przytłaczająco pozytywne” oceny na Steamie mówią same za siebie. Fanboj Sierioża wbił ponad 150 godzin, zrobił wszystko co się zrobić dało i jest zdania – zresztą, jak wielu innych graczy – że komputerowa historia Geralta jest jednym z lepszych RPG-ów ostatnich lat. A co łączy Wiedźmina i mody do S.T.A.L.K.E.R.-a? Ano… Na Rozdrożu.

Berg, bo tak nazywa się nasz bohater, przybywa na Bagna – te same, które zwiedzaliśmy w Czystym Niebie, jednak bazy tytułowego ugrupowania tutaj nie zobaczymy. Zamiast tego udajemy się prosto do cerkwi św. Mikołaja, w której prowizoryczny bar urządził Zimny, znany z podstawki. Chodzą słuchy, że lokalna społeczność stalkerów, skupiona wokół tego miejsca, nękana jest przez jakiegoś wyjątkowo kłopotliwego stwora, a tubylcy są w stanie zapłacić sporą kwotę za jego głowę… Brzmi znajomo? Bo jest znajome – bierzemy zlecenie, jak na prawdziwego wiedź… stalkera przystało i zabieramy się do roboty.

Na Rozdrożu pobierzecie oczywiście z naszego katalogu modów

Wkrótce odzywa się do nas nasz partner, od którego dostajemy informację o lokalizacji schowka z przydatnym sprzętem, a na polowanie mamy się wybrać, oczywiście, nocą.

I tak prezentuje się wstęp Na Rozdrożu – niedługiej modyfikacji, która bardzo delikatnie miksuje klimat Wiedźmina z klimatem S.T.A.L.K.E.R.-a. Wkrótce po wykonaniu zadania sprawy się troszkę skomplikują, Berg pozna nowego znajomego, którego niekoniecznie chciałby poznawać i jeśli znacie trzecią część przygód Geralta, skojarzy Wam się z Panem Lusterko, a jeśli znacie np. taką książkę jak „Boża Inwazja”, to od razu załapiecie z czym łowca będzie miał do czynienia.

Graficznie nie ma fajerwerków – to standardowy Zew Prypeci bez żadnych dodatków. Oczywiście nie wygląda to źle, ale większość nowych modów jednak nas w tej kwestii rozpieszcza. W tej surowości jest jednak dobra strona, bo Na Rozdrożu ruszy bez problemu nawet na najbardziej ziemniaczanym sprzęcie. W innych aspektach przygody Berga jest jednak kilka zmian – takich jak chociażby bestiariusz – rozrósł się nieco względem podstawki, a nowe stwory, choć nie jest to majstersztyk, nieźle wpisują się zarówno w klimat lokacji, jak i samego moda. Celowo nie zobaczycie ich ani na filmie, ani na żadnym screenie – dużo lepiej odkryć je samemu.

Osobny, choć krótki akapit należy się warstwie audio – w tle przygrywać nam będzie klimatyczny utwór „Seeking Resonance” Marcina Przybyłowicza z dodatku „Krew i Wino” do Wiedźmina 3. Nie ma tutaj jednak żadnych bezpośrednich odniesień; widać, że twórca moda silnie inspirował się adaptacją uniwersum Sapkowskiego, ale zrealizował to w nienachalny sposób.

Mimo tego, że historia jest bardzo kameralna, znalazło się też miejsce dla co najmniej jednego zadania pobocznego, które co prawda nie dostarcza wielkich nagród, ale pozwala spędzić w tym świecie nieco więcej czasu. A skoro o nagrodach mowa, to system ekonomii właściwie nie istnieje; większość rzeczy, jakich możemy potrzebować albo mamy przy sobie, albo możemy dokupić u Zimnego bez większej szkody dla portfela.

Technicznie Na Rozdrożu nie sprawiło nam większych problemów; zero wylotów do pulpitu, z racji braku dodatków graficznych niezła płynność. Polecamy jednak grać w nocy – wtedy klimat jest zdecydowanie najlepszy.

Trudno jest ocenić tego moda jednoznacznie; właściwie jedynym, co wpływa na jego wyjątkowość jest specyficzny pomysł, niezła realizacja i spora dawka… powiedzmy mistycyzmu. Ale jest to mistycyzm dużo lepszego sortu niż na przykład w takim R.E.B.O.R.N.-ie – oczywiście jest to tylko nasza opinia, bo są pewnie wśród Was tacy, którym absurdy tego moda przypadły do gustu.

Na Rozdrożu nie jest długim modem – kilka godzin rozgrywki i zamknięta, choć otwarta na kontynuację historia. Ta ukazała się pod koniec zeszłego roku. Ponownie wcielamy się w Berga i ponownie spotkamy się z tajemniczym jegomościem, któremu będziemy musieli wyświadczyć przysługę. Nie mieliśmy okazji go jeszcze przetestować, ale pewnie niedługo sprawdzimy, czy warto zagrać. A jeśli część pierwsza przypadnie Wam do gustu, to dajcie znać – pomyślimy nad przetłumaczeniem również drugiej.

Podobało się? Udostępnij i pomóż w ekspansji Centrum Zony!
7/10
  • Grafika
    5/10
  • Audio
    8/10
  • Grywalność
    8/10

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.